Archiwum Stowarzyszenia „Niklot”

Protest Stowarzyszenia „Niklot” przeciwko marszowi środowisk homoseksualnych

List otwarty do Pani Prezydent Warszawy

Warszawa, 12. 07. 2010

Szanowna Pani
Hanna Gronkiewicz - Waltz
Prezydent m. st. Warszawy

Szanowna Pani Prezydent!

Stanowczo protestujemy przeciw organizowaniu w granicach stolicy naszego kraju w dn. 17 lipca 2010 przemarszu środowisk homoseksualnych.

Uważamy, że imprezy promujące homoseksualizm są potencjalnym zagrożeniem dla wspólnoty narodowej i jako takie powinny być zakazane.

Po pierwsze zalecają one postawy nienaturalne, które jeśliby się naprawdę masowo rozpowszechniły mogłyby doprowadzić do wygaśnięcia społeczności wśród której by zatriumfowały.

Po drugie jest stwierdzonym naukowo faktem że środowiska homoseksualne są bardziej podatne na niektóre choroby i zjawiska patologiczne. Dodatkowa reklama takich zachowań jest sprzeczna z zasadą ochrony zdrowia społeczeństwa, którą powinny kierować się wszelkie władze publiczne.

Po trzecie homoseksualizm jest sprzeczny z naturalnymi odczuciami zdecydowanej większości społeczeństwa zaś jego agresywna manifestacja może być przez tą większość potraktowana jako prowokacja. Zachowania prowokacyjne i obraźliwe zawsze budzą opór, mogący przejawić się w postaci czynnej. Za wynikłe stąd niepokoje społeczne będą odpowiadać tak aktywiści homoseksualni jak i władze, które lekceważąc opinię większości umożliwiają im jej prowokowanie.

Z poważaniem

Zarząd Główny Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”


Antywalentynki 14 lutego 2009 - Walentynki nie biorę!

Antywalentynki - walentynki nie biorę!
Walentynki nie biorę!

Zmiany kulturowe wywołane przeobrażeniami politycznymi i gospodarczymi, jakie zachodzą w naszym kraju wymknęły się spod kontroli jakiegokolwiek ministerstwa czy rządu. Z pozoru niegroźne i niemrawe „święto-nie-święto”, jakie pojawia się na naszych ulicach i na ekranach naszych telewizorów oraz komputerów w połowie lutego, wywołuje u trzeźwo myślących osób dreszcz niepokoju. Niepokoju oczywiście o naszych następców, o pokolenie młodych Polaków.

Młodzież nasza bez trudu przyjęła i rokrocznie kultywuje, interesującą z punktu widzenia społecznego i socjologicznego „tradycję”. Tradycję, która nie została przekazana przez starsze pokolenie, lecz stworzona przez dużą grupę drobnych sprzedawców pocztówek i kiczowatych pamiątek, wspomaganych przez nie mających NIC do przekazania dziennikarzy oraz producentów telewizyjnych seriali i filmów.

TO NIE JEST „ŚWIĘTO” MIŁOŚCI, LECZ KONSUMENTA!!!

I to konsumenta zdesperowanego i absolutnie niewybrednego, czyli kupującego cokolwiek i bez zastanowienia.
Dochodzimy tu do sedna sprawy, mianowicie efektu propagandy medialnej i konsumenckiego zawirowania związanego z dniem 14 lutego. Pozwalając rozwijać się obchodom „walentynkowym” doprowadzamy do obarczania „młodych głów” bagażem merkantylnych doświadczeń i widocznego u młodzieży braku gustu. Do tego dodać należy, iż „walentynki” to właściwie „święto” bez sensu! „Święto” miłości w środku zimy (luty oznacza srogi, zimny)?!? Już tu czuć odległość twórców i propagatorów „walentynek” (lub ich nieszczerość) od środkowoeuropejskiej rzeczywistości! Bo czyż nie lepiej obchodzić ŚWIĘTO MIŁOŚCI w okresie letnim, jak na przykład czynili to nasi słowiańscy przodkowie, w noc przesilenia letniego? Czy fakt zakupu kwiatka, drobnego upominku lub tandetnej laurki ma zastąpić prawdziwe uczucie i chwile spędzone z ukochaną osobą?

Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” protestuje przeciwko społecznej aprobacie tego amoralnego zjawiska, jakim są tzw. „WALENTYNKI”. Wyrażamy głębokie ubolewanie i oburzenie w związku z faktem przyzwolenia Ministerstwa Edukacji Narodowej na obchodzenie „walentynek” w szkołach podstawowych i średnich, co kłóci się z tradycją polską i słowiańską.

Pobierz plakat (plik jpg 1,4 MB)


List otwarty w sprawie powrotu pomnika Sediny w Szczecinie

Z dużym niepokojem przyjęliśmy fakt, iż w naszym mieście ma na powrót zagościć pomnik Sediny. Jak wiemy pomnik Sediny z fontanną, autorstwa prof. Ludwiga Manzla, odsłonięto 23 września 1898 r. na placu Tobruckim w obecności niemieckiego cesarza Wilhelma II, w połączeniu z uroczystością oddania do użytku Basenu Wschodniego w porcie na Łasztowni. Przez kilka dziesięcioleci był wizytówką miasta, aż do momentu, kiedy w tajemniczych okolicznościach zniknął.

Nie jest możliwe precyzyjne ustalenie skąd pochodzi nazwa „Sedina”.Jak twierdzi znamienity profesor historii Tadeusz Białecki twórca m.in. Encyklopedii Szczecina nazwę „Sedina” wymyślili niemieccy studenci w XIX wieku (czyli w okresie rodzącego się w Niemczech pangermanizmu) będący pod wpływem twórczości Klaudiusza Ptolomeusza, który obecnie znany jest z wielu błędnych hipotez. Celem tych działań było podkreślenie germańskiego charakteru naszego miasta, twierdzi tak również wybitny szczeciński historyk prof. Władysław Filipowiak.

Dziś dobrze wiemy, że boginię o takiej nazwie nie znajdziemy w mitologii germańskiej, ani w żadnej innej. Prawdopodobnie chodziło o „Sedna”, czyli bóstwo eskimoskie, występujące również jako „Sidne”, utożsamiane jako m.in. „pani świata podziemnego, krainy zmarłych”, „władczyni groźnych sił przyrody, morza i stworzeń morskich”, „pani pogody i fok”. „Sedna” utożsamia to z czym ludy eskimoskie zmagają się każdego dnia w swoim życiu, czyli z wielką wodą.

Pragniemy zwrócić uwagę, iż wobec powyższych argumentów w naszym mieście nie powinno się odbudowywać pomnika, który po raz kolejny będzie przypominał turystom o czasach, gdy w Szczecinie władzę sprawowali Niemcy. Nadajmy naszemu miastu więcej akcentów związanych ze słowiańskim dziedzictwem Szczecina.

W 2001 roku w wyniku braku funduszy wstrzymano prace archeologiczne na szczecińskim podzamczu, które ma podstawowe znaczenie dla poznania dziejów Szczecina we wczesnym średniowieczu, które mogłyby ukazać najstarszą historię naszego miasta. W ciągu 15 lat wykopalisk na tym terenie znaleziono wiele cennych eksponatów, w tym prawdopodobnie kącinę - słowiańskie miejsce kultowe.

Czy naprawdę nie ma w Szczecinie ważniejszych przedsięwzięć, które w sposób wspanialszy mogłyby być wizytówką naszego Polskiego Szczecina? Apelujemy o rozsądek w działaniach na rzecz naszego wspólnego miasta.

 

Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”

Szczecin


Oświadczenie w sprawie Traktatu Lizbońskiego

Podpisany 13. XII. 2007 r. przez przedstawicieli RP Traktat Lizboński daje podstawy by sądzić, że po jego ratyfikacji RP utraci suwerenność. Traktat jest bowiem de facto konstytucją, mimo nie używania tej nazwy. Dotychczasowy związek państw stanie się państwem związkowym (konfederacją) pod tą samą nazwą Unii Europejskiej.

Jest to decyzja o podstawowym charakterze dla każdej wspólnoty politycznej - a szczególnie dla narodu dysponującego dotychczas (choćby formalnie) suwerennym państwem. Zmiana charakteru tego ostatniego dotyczy bowiem wszystkich członków wspólnoty, niezależnie od poglądów, miejsca w strukturze społecznej czy stopnia uczestnictwa w sprawach publicznych. Nie ma przecież takiej dziedziny życia, na którą państwo i prawo nie oddziaływałoby, bezpośrednio lub pośrednio.

Jeżeli więc już taka decyzja ma być rozważana to, ponieważ dotyczy spraw najwyższej wagi dla całego narodu, winna być rozważana i podjęta przez cały naród. Dlatego domagamy się od władz RP rozpisania referendum w tej sprawie.

Autorzy niniejszego oświadczenia są zwolennikami istnienia suwerennej Polski, a więc przeciwnikami Traktatu Lizbońskiego. Przypominamy jednak, że konstytucja nasza opiera się na zasadzie suwerenności narodu, akceptowanej przez wszystkie liczące się polskie obozy polityczne, także obóz europejski. Jeżeli więc konstytucyjna zasada suwerenności narodu ma znaczyć cokolwiek, to należy narodu zapytać się o zdanie w chwili, gdy przyjmuje się rozwiązania mogące skutkować jej zniweczeniem.

Zarząd Główny Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”

 

Otrzymują:

Prezydent RP
Marszałek Sejmu
Premier
Marszałek Senatu
Media wg listy


Oświadczenie w sprawie projektu ustawy o związkach partnerskich

Warszawa, 28. 11. 2003

Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” wyraża stanowczy protest przeciw zrównaniu pod względem formalno-prawnym związków homoseksualnych i małżeństw.

Stanowisko nasze uzasadniamy tym, że takie rozwiązanie spowoduje poważne obniżenie rangi tradycyjnego modelu rodziny, będącej podstawową komórką społeczną Narodu Polskiego. Ów tradycyjny model, opierający się na związku kobiety i mężczyzny, umożliwia narodziny potomstwa, a w konsekwencji przedłużenie bytu narodu.

Istnieje niebezpieczeństwo, że ta ustawa może stanowić tylko pewien etap na drodze do możliwości adoptowania przez pary homoseksualne dzieci. Tym samym ewidentnemu osłabieniu uległyby prokreacyjne i wychowawcze funkcje naturalnej rodziny, jako związku kobiety, mężczyzny i ich potomstwa.

Taka ustawa może spowodować przewartościowanie norm i wartości moralnych, ponieważ dla przeciętnego człowieka to normy prawne w znacznym stopniu kształtują i sankcjonują postawy i wzory zachowań.

Zarząd Główny Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”

 

Tomasz Szczepański
Krzysztof Karczewski
Andrzej Zgódka
Michał Gorazd Jakubiak


1945 - wysiedlenie Niemców aktem sprawiedliwości

Przemówienie Tomasza Szczepańskiego - przewodniczącego Stowarzyszenia „Niklot” - wygłoszone podczas manifestacji w dniu 6 IX 2003 r.

Szanowni Państwo!

W chwili gdy tu się zebraliśmy w najpotężniejszym państwie Europy - Niemczech - odbywa się zjazd Związku Wypędzonych, organizacji nie uznającej obecnych granic Polski i Czech. W konstytucji Niemiec istnieje artykuł 116 stwierdzający ich prawne istnienie w granicach z 1937 r. Kolejne pokolenie tzw. „wypędzonych” to wpływowe lobby w bardzo wpływowym kraju. Jego szef, Erika Steinbach, jest nie tylko deputowanym, lecz także członkiem władz CDU - jednej z głównych partii Niemiec, partii mogącej niebawem rządzić. W tym położeniu dyskusja o Centrum Wypędzonych nie jest i nie może być dyskusją historyczną. Zresztą rozmowa o historii nigdy nie jest tylko o niej, ponieważ jak nam przypomina Norwid „przeszłość to jest dziś tylko cokolwiek dalej”.

Wysiedlenie jako kara.

Stronnicy „wysiedleńców” podkreślają bezsprzeczny fakt, że cierpienia dotknęły niewinną ludność. Nikt temu nie przeczy, zanim jednak dojdziemy do kwestii niewinności ustalmy, o czym mówimy. Czy o wymordowanych cywilach przez Armię Czerwoną? Oczywiście nie, gdyż na postępowanie Sowietów strona polska nie miała żadnego wpływu i już z tej racji nie ponosi żadnej odpowiedzialności.
Czy o tych, którzy zamarzli dlatego, że ewakuowano ich nagle i bez przygotowań w środku zimy? Co najmniej pośrednią odpowiedzialność ponosi tu ich własny rząd i jego rozkazy często do ostatniej chwili zakazujące Niemcom ucieczki.
Czy o tych, którzy utonęli dlatego, że ewakuowano ich na okrętach wojennych - uzbrojonych i obsadzonych przez wojsko, których topienie jest zwykłym prawem wojny? A kto zezwolił niemieckim cywilom na ucieczkę na ich pokładach, bo przecież nie Polacy?
Strona polska w ogóle nie powinna zajmować się tymi stratami, a wszelkie wliczanie ich do „ofiar wysiedleń” - w domyśle polskich ofiar - traktować jako niegodną manipulację.

Rozumiem jednak, że chodzi o tych cywili, których wysiedlono, a którzy nie popełnili żadnych zbrodni wojennych, ani nie byli poplecznikami hitlerowskiego systemu. Jeżeli jednak mówimy o ich niewinności to tylko w znaczeniu prawnym, że żadnego konkretnego czynu im nie można zarzucić. Nikt jednak nie jest samotną wyspą, jesteśmy członkami konkretnej wspólnoty narodowej i ponosimy odpowiedzialność polityczną za jej postępowanie. A sama ta wspólnota też nie jest tylko sumą oddzielnych jednostek, ale osobnym bytem reprezentowanym przez swoje państwo. A byt taki też ponosi odpowiedzialność za to, co czyni i za to, czego nie czyni. I Niemcy taką odpowiedzialność słusznie poniosły - poprzez częściową utratę jednego z atrybutów państwa, jakim jest terytorium.

I nie są tu wyjątkiem - nasz kraj - Rzeczpospolita Obojga Narodów też poniosła karę za błędy swoich elit, jaką były rozbiory i utrata państwowości - choć zawiniła nieliczna mniejszość. Ta mniejszość jednak współtworzyła słabość, a zatem pośrednio powodowała upadek - a za jej czyny zapłaciła cała wspólnota.

W wypadku Niemców z jeszcze większym przekonaniem można mówić o odpowiedzialności - bo przecież popierali NSDAP nie tylko w 1933r. kiedy demokratycznie wybrali Hitlera. Dochowali mu wierności do końca wojny współtworząc wielomilionowy Wehrmacht, bez którego sukcesy i zbrodnie Hitlera nie byłyby możliwe. Byli w kraju niedemokratycznym, ale nosili broń - a człowiek noszący broń zawsze może ją skierować na nieakceptowanych zwierzchników. Prawie nikt z nich tego nie zrobił - a istnienie antyhitlerowskiej opozycji w Niemczech tylko pokazuje, jak wielkie było poparcie dla NSDAP - poprzez kontrast wobec słabości, jaką opozycja była. Dodajmy - opozycja była prawie nicością nawet w chwili, gdy jasnym się stało, że rząd prowadzi cały ich naród do klęski.
Naród niemiecki wywołał niesprowokowaną wojnę i przegrał ją - i poniósł tego skutki. Wysiedlenie było jednym z tych skutków.

Wysiedlenie jako warunek pokoju.

Narody żyją według swoich własnych reguł - dlatego, gdy te reguły są różne, nie mogą one żyć na jednej ziemi. Sukces państw mieszanych narodowo nie zaprzecza temu zdaniu, bowiem jest albo sukcesem kulturowej asymilacji (jak USA), albo państwa federalnego (jak Szwajcaria). Wreszcie - jest też możliwe, że na jednej ziemi mieszkają obok siebie nosiciele różnych sprzecznych wartości - ale są jasno oddzieleni od siebie. Jeżeli nie ma żadnej z tych możliwości przesiedlenie i postawienie granicy jest mniejszym złem niż konflikt. W 1945r. było ono wyjściem jedynym - a zatem wyjściem politycznie słusznym.

Po doświadczeniach II wojny światowej nikt chyba nie miał wątpliwości, że Polacy i Niemcy (ale też Czesi i Niemcy) nie mogą żyć jako zbiorowości na jednej ziemi. Pozostawienie ich na ziemiach w granicach Polski lub Czech oznaczałoby pozostawić wojnę w tej części Europy długo po zakończeniu właściwej wojny. Jeżeli więc pokój uznajemy za wartość, musimy też w ocenie środków wiodących do pokoju tę wartość uwzględnić. Dodajmy, że z dobrodziejstwa pokoju po 1945 r. korzysta też naród niemiecki - a zatem „wypędzeni” kwestionują warunki czegoś, z czego istnienia sami doznają pożytków. Piją wodę potępiając źródła.

Wysiedlenie Niemców a wysiedlenie Polaków.

Faktem jest, że wiele narodów w XX w. doznało przymusowych wysiedleń, jednak rzecz taka sama nie zawsze jest tym samym. Każdy naród ma prawo czcić własne ofiary - także naród, który wywołał wojnę. Jednak zrównanie krzywdy sprawcy z krzywdą napadniętego jest wprost obraźliwe dla tego ostatniego - i taką właśnie obrazą byłoby „europejskie” Centrum, gdzie obok wywiezionego na Sybir Polaka czy zmuszonego do ucieczki Ormianina figurowałby żołnierz okupacyjnej armii - ojciec pani Steinbach, która okupacji zawdzięcza swój status wypędzonego - urodziła się wszak na tej części Pomorza, która w 1939 r. należała do Polski.

Niemcy wywołały wojnę, Polska przeciwstawiła się agresji dwóch mocarstw. Polacy którzy na Wschodzie utracili swoje strony rodzinne nie oddali ich mającym tam większość narodom, lecz obcemu także dla nich imperium. Utraciliśmy Kresy, bo byliśmy słabsi i zdradzeni przez sojuszników - nie dlatego, że chcieliśmy zdobyć władzę nad światem i powineła nam się noga. Polskich wysiedlonych i niemieckich wysiedlonych nie łączy nic - poza samym faktem wysiedlenia. Budowanie tylko z tego faktu jakiejś wspólnoty, to w najlepszym razie przykład zaczadzenia ideologią.

Wysiedlenie jako zadośćuczynienie.

Polska wyszła z wojny formalnie jako kraj zwycięski, faktycznie będąc krajem przegranym. Poza stratami ludnościowymi i materialnymi utraciliśmy ponad 70 tys. km2 terytorium, a na nich dwa z czterech głównych ośrodków kultury polskiej - Lwów i Wilno. Poza tym utraciliśmy niepodległość ze wszystkimi tego skutkami. Cóż otrzymaliśmy w zamian?
Właściwie 2 elementy rzeczywistości po 1945 r. można uznać za bezspornie korzystne - Ziemie Odzyskane i praktycznie jednolitość narodową społeczeństwa polskiego. Być może były to jedyne korzyści do uzyskania wtedy, ale niezależnie od tego - dlaczego mielibyśmy ich nie żądać? Ta jednolitość etniczna zabezpieczała nas przed V kolumną w masowej skali bardziej niż wszelkie umowy z mniejszością niemiecką, gdyby taka została. Każdą umowę można złamać, poglądy zmienić, a indoktrynację odrzucić - dopiero fizyczna nieobecność wroga naprawdę zabezpiecza. Wysiedlenie Niemców stwarzało warunki dla bezpiecznego bytu Polaków - a jest to minimum, do którego prawo ma każdy naród.

Jest to prawo całkowicie niezależne od wszelkich decyzji mocarstw - i powoływanie się na nie w kontekście wysiedleń nawet, jeżeli jest zasadne wobec uwarunkowań politycznych uwłacza godności narodowej. Oznacza bowiem, że te decyzje także niekorzystne dla nas uznajemy - tymczasem żadne decyzje o Polakach podjęte bez Polaków nie wiążą Polaków. Wysiedlenie Niemców było słuszne same w sobie nie dlatego, że mocarstwa taką decyzję podjęły.

Centrum Wypędzonych - zasłoną dymną?

Na koniec trzeba raz jeszcze podkreślić, że istota nie tkwi w tym czy to Centrum powstanie - bo w końcu Niemcy są państwem suwerennym i w swoich granicach mają prawo stawiać jakie chcą muzea. Nie jest też ważny charakter Centrum, bo tzw. „europejskie” byłoby z polskiego punktu widzenia bardziej szkodliwe niż czysto niemieckie - bo w tym ostatnim stronniczość byłaby jawna i poniekąd oczywista.
Istotny jest fakt, że cała ta sprawa jest przejawem zmiany mentalności w Niemczech - próby duchowej rewizji historii, bez której nie będzie możliwa ta materialna rewizja. W tym sensie nasza obecność tutaj jest także wyrazem czujności.

Warszawa 6 IX 2003

Obszerne fragmenty przemówienia przedrukowała „Nowa Myśl Polska” w numerze 38 z dnia 21 IX 2003.


Protest przeciw przyznaniu Markowi Edelmanowi medalu Świętego Jerzego

Niniejszym zgłaszamy protest przeciw przyznaniu przez „Tygodnik Powszechny” Markowi Edelmanowi medalu Świętego Jerzego za „walkę ze złem i wytrwałe budowanie społecznego dobra”, co ma nastąpić 13 XI 1999r.

Protest nasz uzasadniamy faktem publicznego wzywania przez Marka Edelmana do zbrojnej agresji przeciw Jugosławii. Biorąc pod uwagę fakt jego autorytetu w opiniotwórczych środowiskach światowej elity globalistycznej poparcie to miało istotne znaczenie. Przyczyniło się m.in. do podjęcia przez ministra J. Fischera decyzji o przystąpieniu Niemiec do bombardowań.

Twierdzenia Marka Edelmana o „holocauście” ludności albańskiej w Kosowie okazały się nieprawdziwe, gdyż nie znaleziono przekonujących dowodów „masowych serbskich zbrodni”. Jednak posłużyły one prezydentowi Clintonowi za uzasadnienie dokonania agresji. W jej rezultacie NATO doprowadziło do usunięcia ludności nie-albańskiej z Kosowa, masowych cierpień cywilnej ludności serbskiej, cygańskiej i albańskiej, ogromnych strat gospodarczych oraz znacznych zniszczeń środowiska i dóbr kultury.

Autorytet Marka Edelmana wynika z jego udziału w powstaniu w getcie warszawskim. Żadne jednak bohaterstwo, ani współtworzenie historycznych wydarzeń nie daje monopolu na prawdę. Ubolewamy, że cień tragedii historycznej z jaką kojarzy się postać ostatniego dowódcy powstania w getcie, stał się parawanem zasłaniającym ciemne interesy elit politycznych i gospodarczych Europy Zachodniej oraz USA.

 

Za forum dyskusyjne „Konfederacja Dla Naszej Ziemi”: Piotr Bein, Mariusz Gałęski, Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Klub „Inaczej”, Marek Głogoczowski, Rafał Jakubowski, Stowarzyszenie „Ekofront”, Redakcja pisma „Żaden”, Barbara Krygier - redakcja pisma „Wspólnota”, Polska Wspólnota Narodowa, Polski Oddział Soboru Wszechsłowiańskiego - Eleonora Noszczyńska, Remigiusz Okraska, Mateusz Piskorski - redakcja pisma „Odala”, Stowarzyszenie „Niklot”, Olaf Swolkień, Andrzej Zgódka, Tomasz Szczepański - redakcja pisma „Trygław”, Stowarzyszenie „Niklot”, Kinga Władyka - redakcja pisma „Odala”, redakcja pisma „Trygław”, Stowarzyszenie „Niklot”.